Dylemat socjologa: komu dać, a komu nie

Ewelina Lachowska
- Socjologia to nie chemia. Nic nie będzie bulgotać. Fontanny też nie umiem zrobić. U nas nie jest tak fajnie, jak u chemików – Tak rozpoczął swój wykład profesor Kazimierz Frieske. A jednak się mylił. Było fajnie. Może i się nie dymiło, ale temat był trudny i kontrowersyjny.
Bo czy pani Iksińska, która ma pięcioro dzieci, powinna dostać takie samo wsparcie od państwa, co pani Igrekowska, która ma tyle samo dzieci, ale 10 zł większą pensję? Przed takimi dylematami stanęli uczestnicy wykładu „Spór o państwo opiekuńcze” , który odbył się 24.09 w Instytucie Socjologii UW.
Żeby zrozumieć pojęcie państwa opiekuńczego, sięgnęliśmy do społeczeństw prostych. Jak sam Frieske przyznał, zawsze korzysta z doświadczeń dzikusów, kiedy czegoś nie rozumie. Australijski buszmen po upolowaniu kangura, dzieli się nim z rodziną. I kiedy najlepsze części rozda już rodzinie, jemu samemu pozostają tylko flaki. Dlaczego więc tak poluje? Ponieważ wie, że jutro pójdzie polować kto inny i z nim się podzieli. I to jest właśnie bezpieczeństwo socjalne. Dać najsłabszym trzeba, bo każdy udział w podziale zwiększa przetrwanie. Rzemieślnicze cechy, gminy żydowskie… wszędzie funkcjonowała taka sieć bezpieczeństwa. Pytanie jest jednak inne: jak powinniśmy dzielić te pieniądze? Nie wiedział tego Beveridge, który w 1942 roku zaproponował świadczenia socjalne dla każdego. Tylko że wtedy biedni dostawali tyle samo co bogaci. A z jakiej racji dawać bogatym? Inne argumenty przeciwko państwu socjalnemu to marnowanie tych świadczeń, utrwalanie biedy zamiast zlikwidowania jej. Niektórzy mówią, że świadczenia socjalne obniżają poziom wzrostu gospodarczego. W średniowieczu wprowadzono nawet podział na biednych godnych i niegodnych świadczeń socjalnych. Ale czy taki podział ma sens? Czy można sprawiedliwie podzielić pieniądze między ludzi?

Zabawa w Mikołaja, który daje biednym pomoc socjalną, szybko pokazała niekonsekwencje takiej pomocy.  Państwo Średniakowscy- rodzina z dwojgiem dzieci. Syn- student, bez stypendium, córka w gimnazjum, żyją oszczędnie. Miesięcznie mają do dyspozycji 2200 zł. Państwo Starowiczowie- oboje dobiegają 80-tki. Mieszkają na wsi, oszczędzają. Dorosły syn mieszka gdzie indziej, nie pomaga. Mają 1500 zł miesięcznego dochodu. Każdy z uczestników wykładu mógł wspomóc tylko 1 rodzinę. Wybór pada na Średniakowskich- młodzi, syn studiuje, więc jest przyszłością kraju. A Starowiczom… niech pomaga syn. Profesor Frieske komentuje: „jeżeli olejemy staruchów, to szybciej umrą. Można zlikwidować dopłaty do leków. Ale staruchy głosują…” i w tym momencie zgromadzona na sali młodzież umilkła… A profesor wspomina swoich studentów, którzy podczas Rady Wydziału wywiesili plakat: „Jakie wy nam dziś stypendia, takie my wam jutro emerytury”. Czy możemy więc inwestować w młodość odrzucając zasługi starszych, którzy budowali kraj?
Tymczasem na horyzoncie mamy kolejne 2 rodziny. Znowu my decydujemy komu dać pieniążek. Planowiczowie- 1 dziecko, chcą mieć drugie, ale najpierw muszą zarobić. Odkładają na mieszkanie, więc nie jeżdżą samochodem a wakacje spędzają na wsi. Przynadziejowscy- ona w bliźniaczej ciąży, mieszkanie po remoncie. Wakacje spędzili w Chorwacji, a nawet kupili sobie DVD. 1:0 dla Planowiczów. Bo druga rodzina kupiła sobie DVD i trwoni pieniądze. „Popieramy przyzwoitą rodzinę”- zauważa jedna ze słuchaczek- „DVD jest już nieprzyzwoite, nie mieści się w normach”. Dlaczego nie wspieramy ludzi rozrywkowych? „Przynadziejowska będzie miała bliźniaki. Dostanie więc podwójne becikowe”- zauważa inny słuchacz. Frieske udowadnia nam, że wspieramy tylko bieżącą konsumpcję, a nie tych, którzy chcą podnieść sobie standard życia. W ten sposób malujemy świat szarą barwą. Górą będą ci, którzy powoli i boleśnie turlają życie do przodu, ściubią każdy grosz. Do jakich kryteriów odwołać się w tym przypadku?
Kowalscy też maja dwójkę dzieci. Mają 340 zł na głowę. Przekraczają próg świadczeń o 15 zł. Mimo iż liczą każdy grosz, wiedzie im się marnie. Wiśniewscy- matka i jej konkubent, do tego ich córka. Ona ma tylko podstawowe wykształcenie, nie pracuje ponieważ „lubi zabalować”. Ojciec dziewczynki pracuje czasem na czarno. Ponieważ mają niecałe 700 zł, mogą dostać świadczenia socjalne. „Należy pomagać tym, którym wiedzie się marnie”- przypomina profesor. Więc kogo wybieramy? Wiśniewskich! Ale tylko 1 głosem!

Rezultat zabawy jest niespójny. Dwa razy pomagamy rodzinie normalnej, inwestujemy w przyszłość. Raz chcemy wesprzeć patologię. Uczestnicy wykazali się w tej zabawie niekonsekwencją. Ale przecież nie ma konsekwentnego podziału. Nie znając wciąż odpowiedzi- komu i jak udzielać pomocy, musimy szukać kompromisów.
Ale, jak to ujął na końcu Frieske cytując Rothbarda Murraya „Każdy zintegrowany system świadczeń musi przyznać część świadczeń tym, którym się nie należą a nie przyznać tym, którym się należą.”

Ewelina Lachowicz

Leave a Reply

See also: