Nasza planeta

My, geofizycy zajmujemy się bujaniem w obłokach – mówi dr. hab. Szymon Malinowski. Za pomocą różnych przyrządów spoglądamy w niebo. Ostatnio znaleźliśmy tam pyłki piasku z Sahary. Aby dokładnie zbadać atmosferę niepotrzebny jest samolot. Dzisiaj pokażemy państwu, że to możliwe.

Na wydziale Fizyki UW zaczyna się Noc Badaczy.

Promień do nieba

Mgr Anna Jagodnicka prowadzi nas do lidaru. Zielonego pojęcia nie mam, co też kryje się pod tą nazwą. Korytarz, schody, drzwi, znowu korytarz. W powietrzu unosi się zapach smaru. Przez szyby jednej ze ścian, widać na dole jakieś pomieszczenie z dziwnymi maszynami. Gdyby ten widok zobaczył człowiek średniowiecza, z pewnością pomyślałby, że to sala tortur. W końcu wchodzimy do pokoju, na środku którego stoi miniciężarówka z armatą na dachu wymierzoną w górę. Zza szklanej gabloty wychodzi do nas mgr Stanisław Chudzyński. Za chwilę w suficie otworzy się dziura do nieba, przez którą przepłynie promień zielonego lasera. – Słowo lidar pochodzi od angielskiego Light Detecting And Ranging – mówi nasza przewodnik. – działa prawie jak radar, ale ponieważ wysyła o wiele krótsze fale, jest w stanie wykryć drobniejsze cząsteczki. Ten przyrząd „zobaczy” nie tylko pyłki, ale nawet gazy. – Wkładamy okulary ochronne i świat robi się jasnozielony. Światła gasną. Od ścian pokoju odbijają się zielone flesze. Z lidaru wydobywa się stukot, jakby ktoś walił młotem w kowadło. Przez otwór w suficie przebiega prosta linia lasera.  – Dzięki temu promieniowi wiemy co jest na granicach naszej atmosfery.

Śledząc bieg słońca

Idziemy dalej, na górę. W małym pokoiku czeka na nas dr Krzysztof Markowicz. Zaprasza na dach i wskazuje okno przez które mamy wyjść po schodkach. Przed nami panorama Warszawy. Słońce ma się już ku zachodowi. Trochę tu wieje. W jednym z narożników stoi biała skrzynka z narzędziami pomiarowymi. – Takich klatek już się właściwie nie używa. Teraz cała aparatura mieści się w takim oto małym pudełku – Markowicz pokazuje nam tyczkę wysuniętą przez barierkę. Na jej końcu umieszczony jest pojemnik wielkości piłki ręcznej. – Poza tym bardzo ważny jest dla nas ten przyrząd, który nie doczekał się polskiej nazwy. Jego czujnik jest skierowany bezpośrednio na tarczę słoneczną. Dzięki temu możemy obliczyć ile energii dociera do Ziemi, a tym samym jak bardzo zanieczyszczona jest atmosfera. Pyłki bowiem odbijają promienie, gazy zaś je zatrzymują. Efekt cieplarniany jest wynikiem głównie dwutlenku węgla.

Drżenie miasta

To są wykresy sejsmografu z 5 rano – dr Monika Wilde-Piórko, sejsmolog, pokazuje nam sejsmogram, którego linia jest niemal płaska. – A tu widać jak Warszawa budzi się do życia. – kolejne wykresy poszczególnych godzin są coraz wyraźniejsze. Stolica drży. Ale to drżenie niczego nie wróży. Ludzie budzą się – przez miasto przechodzą ciarki, ludzie kładą się spać – miasto się uspokaja.

Godzina 22.00. Przed budynkiem Wydziału Fizyki UW pusto. Drzwiami wychodzą ostatni pracownicy. Noc Badaczy się skończyła. Dla miasta zaczęła się zwykła noc.

Mirek Bartołd

Leave a Reply

See also: