grzeszna niewinność

Według nauki Kościoła katolickiego ludzkość obciążana jest piętnem grzechu pierworodnego, dziedziczonego po pierwszych rodzicach. Jedyną drogę zbawienia stanowi rytualne obmycie w wodzie chrzcielnej. Cóż jednak z duszami dzieci pozbawionymi możliwości uczestniczenia w sakramencie chrztu, zmarłymi przedwcześnie? – zastanawiała się w jednej z sal Muzeum Etnograficznego dr Ewa Chomicka – pisze Marta Popławska.

Literacką wizję zagadnienia odnajdziemy w Boskiej komedii Dantego. Słynny obraz piekła, na które składa się dziewięć kręgów, to miejsce do którego oprócz szerokiego spectrum złoczyńców, trafiają zmarli przed ofiarą Chrystusa oraz dzieci obarczone piętnem winy Adama i Ewy. Trafiają do sfery najbardziej oddalonej od szatana – Limbo.

Teorię Limbus puerorum, zwanej popularnie zatoką dzieci, sformułował św. Tomasz z Akwinu. Dusze przebywających tu niemowląt nie doświadczają mąk piekielnych, ale pozbawione są możności oglądania Boga, naznaczone wieczną tęsknotą. Choć wizja otchłani spokoju łagodziła pierwotne stanowisko Kościoła, w tym np. świętego Augustyna, mówiącego o jednoznacznym potępieniu, jednak budziła wśród wiernych kontrowersje. Jak miłosierny Bóg może odmawiać zbawienia dzieciom, których jedyną przewiną jest przedwczesna śmierć, skazywać na męki nie fizyczne, ale równie dotkliwe psychiczne?

Stąd złagodzenie postawy w XVI wieku, kiedy to powstała nowa koncepcja teologiczna, mówiąca o zbawczej roli świadomego pragnienia chrztu przez rodziców. Ojciec i matka nie mogli jednak mieć pewności, iż ich dziecko, pozbawione łaski uświęcającej, dostąpi zbawienia. Wyrzuty sumienia dręczące wierzących rodzicieli, niepewność co do losów dziecka, skłaniały ich do działania. Podejmowano obrzędy mające na celu – jak wierzono – chwilowe wskrzeszenie dziecka, umożliwiające udzielenie mu sakramentu zapewniającego życie wieczne w raju. Wiadomo o przypadku, który miał miejsce w XIX-wiecznej Francji: dobrze sytuowana, zdeterminowana rodzina zaniosła zwłoki swego dziecka, zaczynające podlegać procesowi rozkładu, do budynku kościelnego. Tam wręczyli kapłanom pokaźną sumę, by ci odprawili nad ciałem 200 mszy. Jeden z księży, nie mogąc wytrzymać rozprzestrzeniającego się odoru, poruszył nieznacznie ołtarzem, by wywołać wrażenie chwilowego wskrzeszenia i zapewnić sumieniom rodziców spokój.

Aż do połowy XX wieku grzebanie niechrzczeńców nie było normą, a wręcz istniały stosowne zakazy uniemożliwiające chowanie ciał nieochrzczonych dzieci w obrębie cmentarza. Zakaz miał stanowić wymowne podkreślenie wyłączenia poza wspólnotę wiernych. Tym samym dzieci trafiały do kategorii tak zwanych “niespokojnych zmarłych” obok samobójców czy heretyków. W kulturze ludowej (jak wynika z badań przeprowadzonych przez dr Ewę Chomicką głównie we wsiach Podkarpacia i Podhala) przyjęło się chować zwłoki takich dzieci na rozstajnych drogach bądź pod progami domów, stanowiących przestrzenie mediacyjne, przynależne demonom. Takie praktyki podkreślały brak statusu społecznego dzieci bez chrztu, co wpisuje się w koncepcję obrzędów przejścia, sformułowanej przez Arnolda van Gennep’a. Jednorazowa egzystencja ludzka to seria sakralizowanych przez obrzędy przejść, takich jak narodziny, zaślubiny, pogrzeb. Kolejne etapy poprzedzone są chwilowym zawieszeniem bytowania, w celu jego dalszego trwania konieczne jest dopełnienie rytuału. W przypadku chrztu zanurzenie w wodzie stanowi o uświęceniu wegetatywnej egzystencji sprzed chrztu. Dziecko pozbawione sakramentu pozostaje w stanie zawieszenia. Nie bez znaczenia pozostaje fakt nadawania imienia przy tej okazji: osoba pozbawiona imienia nie posiada społecznego statusu i przynależności.

Co dzieje się z duszą niechrzczeńca według wierzeń ludowych? Błąka się ona po ziemi pod różnorakimi postaciami, oczekując pomocy. Nigdy nie milczy, a skamle, piszczy, skarżąc się na swój los. Wypowiedzenie przez miłosierną osobę kościelnej formuły (“Ja ciebie chrzczę…”) i nadanie imienia stanowiło jedyną szansę wybawienia.

Duszyczka przybierała kształt spadającej gwiazdy, myszy, motyla błądzących 7 lat po świecie. Mogła być też czarnym ptakiem – latawcem, stale uciekającym przed uderzeniem pioruna. Antidotum na jej bolączki stanowi pokropienie  wodą święconą i nadanie imienia: “Jakżeś pan, niech ci będzie Jan, jakżeś panna niech ci będzie Anna.

W celach apotropaicznych dziecko chowano w glinianym naczyniu, głową w dół, pod osłoną nocy. Zmylić to miało czarownice poszukujące zwłok dziecka, którymi posługiwały się jako ingrediencjami do magicznych napojów. Szerząca się makabryczna wiara w magiczne właściwości ciał dzieci pozbawionych chrztu prowadziła nawet do mordów na ciężarnych kobietach. Świeca, do produkcji której użyto by takowego, miała zapewnić niewidzialność osobie chcącej dopuścić się przestępstwa. Osoba, która o północy, na skrzyżowaniu dróg, spożyła by mały palec lewej ręki zmarłego, miała móc bezkarnie szkodzić innym. Ponadto przy grzebaniu zwłok poza murami cmentarza, nierzadko wykonywano gesty egzorcyzmujące, mające wykluczyć ewentualny wampiryzm.

A zatem dwa typy skrajnie odmiennych reakcji: z jednej strony troska i czułość, z drugiej obawa i wykluczenie. W tle rozważań przewijają się przytoczone podczas prelekcji słowa Jezusa: “Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie”, przyćmiewające skłonność do łączenia dusz nieochrzczonych z pierwiastkiem diabelskim, zapewniające wierzącym rodzicom spokój wewnętrzny bez konieczności uiszczania opłat potrzebnych do odprawienia dwustu mszy.

Leave a Reply

See also: