Kiedy w połowie września zobaczyłam dodatek Wyborczej z programem Festiwalu, poczułam ekscytację! – pisze Ola Warecka.
-I to ciekawe, i na ten wykład chcę pójść, i tego posłuchać. Tu dowiem się, jak powstaje tęcza, tam nauczę się, jak rozpoznać terrorystę, a jeszcze gdzie indziej poznam swoje DNA … – I rzeczywiście niektóre z wykładów po prostu chłonęłam.
Dlatego, gdy myślę o Festiwalu Nauki – ?jestem cała za”. Kilkunastu naukowców-organizatorów porwało się na rzecz niebywałą: podjęli ryzykowną próbę, by ?zwykłych zjadaczy chleba” oderwać od telewizorów i zainteresować kwasami rybonukleinowymi czy sposobem komunikowania się pszczół.
Nie wiem, ilu było uczestników festiwalowych spotkań, ale siedząc w salach wykładowych rzeczywiście miałam wrażenie, że nauka ?trafiła pod strzechy”. Widziałam dzieci, zakochane pary i emerytów.
I najchętniej bym poprzestała na ochach i achach. Bo – pamiętajmy – prowadzący zadali sobie trud przygotowania wykładów pro publico bono. Za to im chwała.
Ale…Jest małe ale.
Jeszcze przed festiwalem napisałam krótki tekst-apel do wykładowców (Ciało A patrzy w sufit, ciało B ziewa), by zarazili nas swoją pasją, by zrezygnowali - w miarę możliwości – z trudnego naukowego języka. Nie zawsze się to udawało. Czasem, tu i ówdzie wiało nudą. Niestety na wielu wykładach – prowadzący nie byli w stanie wyjść poza schemat: definicja, wzór, klasyfikacja. I zachowywali się tak, jakby w godzinnym wykładzie musieli zmieścić wszystkie informacje na prezentowany temat. A może należałoby czasem zacząć od końca? Może zamiast definicji – ciekawostka, doświadczenie? Zamiast całej klasyfikacji – jeden przykład. Można by też wcześniej przed wykładem ?przetestować” jakiegoś bliskiego laika. Opowiedzieć mu o laserze, prionach czy neuronach. I sprawdzić czy po pięciu minutach nie ziewa.
Nie, nie chodzi mi o to, żeby poważny temat sprowadzić do poziomu tabloidu, a naukę do anegdoty. Podam przykład z wykładu – który spośród wszystkich, w jakich uczestniczyłam – wydał mi się najciekawszy. Spotkanie zorganizowane przez Wydział Psychologii UW dotyczyło istoty narcyzmu. Prowadząca dr Katarzyna Walewska typy osobowości narcystycznych wytłumaczyła na przykładzie… Kłapouchego i Sowy z Kubusia Puchatka! I w niczym to nie zaszkodziło powadze tematu. Wręcz przeciwnie: wszystko stało się klarowne, a typy narcystyczne zapamiętam na długo.
Dlatego, drodzy wykładowcy XIII Festiwalu Nauki, w przyszłym roku, zanim staniecie przed rzeszą laików w sali wykładowej zadajcie sobie pytanie: zasną czy nie zasną?