<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>IGF &#187; internetowa gazeta festiwalu</title>
	<atom:link href="http://igf.polis.org.pl/tag/internetowa-gazeta-festiwalu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://igf.polis.org.pl</link>
	<description>Internetowa Gazeta Festiwalu</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jul 2010 21:25:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Festiwal zakończony czyli podsumowanie zdecydowanie subiektywne</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/10/08/festiwal-zakonczony-czyli-podsumowanie-zdecydowanie-subiektywne/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/10/08/festiwal-zakonczony-czyli-podsumowanie-zdecydowanie-subiektywne/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 20:44:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=200</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy w połowie września zobaczyłam dodatek Wyborczej z programem Festiwalu, poczułam ekscytację! &#8211; pisze Ola Warecka. -I to ciekawe, i na ten wykład chcę pójść, i tego posłuchać. Tu dowiem się, jak powstaje tęcza, tam nauczę się, jak rozpoznać terrorystę, a jeszcze gdzie indziej poznam swoje DNA &#8230; &#8211; I rzeczywiście niektóre z wykładów po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy w połowie września zobaczyłam dodatek Wyborczej z programem Festiwalu, poczułam ekscytację! &#8211; pisze Ola Warecka.</p>
<p><span id="more-200"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p>-I to ciekawe, i na ten wykład chcę pójść, i tego posłuchać. Tu dowiem się, jak powstaje tęcza, tam nauczę się, jak rozpoznać terrorystę, a jeszcze gdzie indziej poznam swoje DNA &#8230; &#8211; I rzeczywiście niektóre z wykładów po prostu chłonęłam.</p>
<p>Dlatego, gdy myślę o Festiwalu Nauki &#8211; ?jestem cała za&#8221;. Kilkunastu naukowców-organizatorów porwało się na rzecz niebywałą: podjęli ryzykowną próbę, by ?zwykłych zjadaczy chleba&#8221; oderwać od telewizorów i zainteresować kwasami rybonukleinowymi czy sposobem komunikowania się pszczół.</p>
<p>Nie wiem, ilu było uczestników festiwalowych spotkań, ale siedząc w salach wykładowych rzeczywiście miałam wrażenie, że nauka ?trafiła pod strzechy&#8221;. Widziałam dzieci, zakochane pary i emerytów.</p>
<p>I najchętniej bym poprzestała  na ochach i achach. Bo &#8211; pamiętajmy &#8211; prowadzący zadali sobie trud przygotowania wykładów pro publico bono. Za to im chwała.</p>
<p>Ale&#8230;Jest małe ale.</p>
<p>Jeszcze przed festiwalem napisałam krótki tekst-apel do wykładowców (<a title="Cialo A patrzy w sufit , cialo B ziewa" href="http://www.supermozg.pl/supermozg/1,93139,5686866,Cialo_A_patrzy_w_sufit__cialo_B_ziewa.html" target="_blank">Ciało A patrzy w sufit, ciało B ziewa</a>), by zarazili nas swoją pasją, by zrezygnowali  - w miarę możliwości &#8211; z trudnego naukowego języka. Nie zawsze się to udawało. Czasem, tu i ówdzie wiało nudą. Niestety na wielu wykładach &#8211; prowadzący nie byli w stanie wyjść poza schemat: definicja, wzór, klasyfikacja. I zachowywali się tak, jakby w godzinnym wykładzie musieli zmieścić wszystkie informacje na prezentowany temat. A może należałoby czasem zacząć od końca? Może zamiast definicji &#8211; ciekawostka, doświadczenie? Zamiast całej klasyfikacji &#8211; jeden przykład. Można by też wcześniej przed wykładem ?przetestować&#8221; jakiegoś bliskiego laika. Opowiedzieć mu o laserze, prionach czy neuronach. I sprawdzić czy po pięciu minutach nie ziewa.</p>
<p>Nie, nie chodzi mi o to, żeby poważny temat sprowadzić do poziomu tabloidu, a naukę do anegdoty. Podam przykład z wykładu &#8211; który  spośród wszystkich, w jakich uczestniczyłam &#8211; wydał mi się najciekawszy. Spotkanie zorganizowane przez Wydział Psychologii UW dotyczyło istoty narcyzmu. Prowadząca dr Katarzyna Walewska typy osobowości narcystycznych wytłumaczyła na przykładzie&#8230; <a title="IGF" href="http://www.supermozg.pl/supermozg/1,93139,5746254,Klapouchy_na_kozetce.html" target="_blank">Kłapouchego i Sowy z Kubusia Puchatka</a>! I w niczym to nie zaszkodziło powadze tematu. Wręcz przeciwnie: wszystko stało się klarowne, a typy narcystyczne zapamiętam na długo.</p>
<p>Dlatego, drodzy wykładowcy  XIII Festiwalu Nauki, w przyszłym roku, zanim staniecie przed rzeszą laików w sali wykładowej zadajcie sobie pytanie: zasną czy nie zasną?</p></div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/10/08/festiwal-zakonczony-czyli-podsumowanie-zdecydowanie-subiektywne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamiast wróżki i tarota&#8230;</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/10/07/zamiast-wrozki-i-tarota/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/10/07/zamiast-wrozki-i-tarota/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 20:50:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=202</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli wszyscy się na ciebie uwzięli, jeśli dziewczyny cię rzucają, a w szkole byłeś kozłem ofiarnym to &#8211; uwaga &#8211; możesz mieć w tym też swój udział. Zanim pójdziesz do psychologa, pamiętaj, że pierwszym warunkiem powodzenia psychoterapii jest chęć zmiany &#8211; pisze Ola Warecka. Na wykładzie zorganizowanym przez Wydział Psychologii UW mogłam dowiedzieć się czym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli wszyscy się na ciebie uwzięli, jeśli <strong>dziewczyny cię rzucają, a w szkole byłeś kozłem ofiarnym</strong> to  &#8211; uwaga &#8211; możesz mieć w tym też swój udział. Zanim pójdziesz do psychologa, pamiętaj, że <strong>pierwszym warunkiem powodzenia psychoterapii jest chęć zmiany</strong> &#8211; <em>pisze Ola Warecka.</em><span id="more-202"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p>Na wykładzie zorganizowanym przez Wydział Psychologii UW mogłam dowiedzieć się <strong>czym jest psychoterapia grupowa i jakie są jej rodzaje.</strong> Ale mnie bardziej niż definicja i rodzaje terapii grupowych interesowała odpowiedź na pytanie, <strong>co sprawia, że terapia w ogóle działa.</strong></p>
<p>Przede wszystkim trzeba pamiętać, że <strong>pierwszym warunkiem powodzenia terapii</strong> <strong>jest motywacja pacjenta.</strong> Ty sam musisz chcieć popracować nad sobą.</p>
<p><strong>Psycholog</strong> nie pogada ze ?złą teściową&#8221;, ani <strong>nie ?zorganizuje&#8221; ci przyjaciół.</strong> Może tylko pomóc zmienić twój sposób myślenia, postrzegania świata i komunikowania się z ludźmi, a to w konsekwencji sprawi, że <strong>otoczenie zacznie inaczej na ciebie reagować.</strong></p>
<p>Niektóre uzdrawiające czynniki psychoterapii grupowej są mało zaskakujące. W grupie zaspokajana jest jedna z naszych podstawowych potrzeb &#8211; potrzeba przynależności i kontaktu z innymi osobami &#8211; to wydaje się oczywiste. Podczas terapii otrzymujemy emocjonalne wsparcie, jesteśmy wysłuchani i zrozumiani. Ale dla wielu moc uzdrawiającą niesie ze sobą również <strong>fakt, że mogą  pomagać innym.</strong> Czują się wtedy potrzebni.</p>
<p>W grupie mamy możliwość odreagowania &#8211; możemy wyrzucić złe emocje i na bieżąco się im przyglądać, analizować. Tutaj jest na to miejsce. <strong>Nikt nas nie wyrzuci za drzwi jeśli się wściekniemy</strong> na terapeutę, albo nawrzucamy koledze z grupy terapeutycznej.</p>
<p>Nie bez znaczenia jest też świadomość, że nie jest się jedynym na świecie, że <strong>inni też mają podobne, czasem nawet większe, problemy.</strong> Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co daje grupa &#8211; tzw. <strong>korektywne doświadczenie emocjonalne.</strong> Na czym to polega? Każdy w życiu powtarza pewne schematy zachowań, jakich nauczył się od swoich bliskich, a potem w ciągu życia je ?odtwarza&#8221;. Gdy zachowujemy się w  typowy dla nas sposób podczas psychoterapii &#8211; grupa reaguje według innych wzorców, niż my znamy, a <strong>my uczymy się przez to innego sposobu zachowania, komunikowania i wyrażania emocji.</strong> Dostajemy od grupy &#8222;informację zwrotną&#8221; &#8211; co w naszych nawykach było nie tak. Oczywiście wszystko w atmosferze akceptacji i zrozumienia.</p>
<p>Na koniec, żeby uspokoić wszystkich, którzy obawialiby się odkrywać przed innymi swoje największe osobiste traumy i tajemnice. Grupę terapeutyczną <strong>obowiązuje zasada dyskrecji: nic, co zostało powiedziane na sesji terapeutycznej, nie może wydostać się na zewnątrz.</strong></p>
<p><em>Psychoterapia grupowa. Czym jest i jak działa? Małgorzata Jędrasik-Styła, Rafał Styła, Wydział Psychologii UW. 28. IX.</em></div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/10/07/zamiast-wrozki-i-tarota/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wideorelacja: Krwawe legendy</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/10/05/wideorelacja-krwawe-legendy/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/10/05/wideorelacja-krwawe-legendy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Oct 2008 20:56:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=206</guid>
		<description><![CDATA[- Znaleźliśmy nie tylko ślady, ale obecność żywych legend o krwi &#8211; mówiła prof. Joanna Tokarska-Bakir. Relację wideo z debaty wokół książki &#8222;Krwawe legendy&#8221; przygotowała Hanka Nowicka.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- <strong>Znaleźliśmy nie tylko ślady, ale obecność żywych legend o krwi</strong> &#8211; mówiła prof. Joanna Tokarska-Bakir. Relację wideo z <strong>debaty wokół książki</strong> &#8222;Krwawe legendy&#8221; przygotowała <em>Hanka Nowicka.</em></p>
<p><span id="more-206"></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/10/05/wideorelacja-krwawe-legendy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TAJEMNICA BARWNEGO ŁUKU</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/10/04/tajemnica-barwnego-luku/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/10/04/tajemnica-barwnego-luku/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Oct 2008 20:57:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli wierzyć bajce, na kończu tęczy odnaleźć można garniec złota. Jeśli wierzycie w bajki, nie czytajcie kolejnych zdań tego tekstu. Ceną opowieści o tym, jak tęcza powstaje, jest bowiem utrata nadziei na szybkie wzbogacenie się. Tęcza nie ma końca &#8211; pisze Paulina Cylka. Przepis na tęczę jest z pozoru prosty: potrzeba nam wody i światła. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli wierzyć bajce, na kończu tęczy odnaleźć można garniec złota.<strong> Jeśli wierzycie w bajki, nie czytajcie kolejnych zdań tego tekstu.</strong> Ceną opowieści o tym, jak tęcza powstaje, jest bowiem utrata nadziei na szybkie wzbogacenie się. Tęcza nie ma końca &#8211; <em>pisze Paulina Cylka</em>.</p>
<p><span id="more-208"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p><strong>Przepis na tęczę jest z pozoru prosty: potrzeba nam wody i światła. </strong>Ale najpierw wyjaśnijmy kilka kwestii dotyczących oby składników.</p>
<p>Krople wody &#8211; wbrew powszechnemu mniemaniu &#8211; mie mają łezkowatego kształtu. Napięcie powierzchniowe powoduje, że są one kulami. Krople deszczu mają średnicę  0.5 do 3 mm.</p>
<p><strong>Światło jest falą elektromagnetyczną, konkretnie zakłóceniami pól elektrycznego i magnetycznego</strong>,<strong> </strong>które przemieszczają się w przestrzeni. Człowiek postrzega światło o danej fali jako określoną barwę. Isaac Newton odkrył, że białe światło składa się z rzeczywistości z wielu barw.</p>
<p>Tęcza, jaką możemy zaobserwować na niebie, jest tworem o wiele bardziej złożonym niż pojedynczy łuk z dziecinnego rysunku. Składa się z tęczy głównej, o najintensywniejszych barwach, i tęczy wtórnej, bledszej. Układ kolorów na obu łukach jest lustrzanym odbiciem. Między łukami znajduje się ciemniejszy niż na zewnątrz obszar, zwany pasem Aleksandra (od imienia naukowca z Afrodyzji,  który  w I w.n. e opisał to zjawisko).</p>
<p><strong>Jak powstaje tęcza główna? </strong>Fala światła wpada do kropli wody i ulega rozszczepieniu na barwy, załamaniu i rozproszeniu. Proces ten rozrysował szczegółowo w XVII wieku Kartezjusz.</p>
<p>Różne są wielkości łuku tęczy &#8211; wszystko zależy od tego, na jakiej wysokości jest tarcza słoneczna. Środek barwnego łuku związany jest z kątem padania promieni słonecznych. Im niżej słońce, tym większy fragment łuku widać.</p>
<p><strong>Ważne jest też miejsce przeprowadzanej obserwacji -  przecież tęcza to nie przedmiot rzeczywisty, do którego możemy się zbliżyć, ale zjawisko optyczne. </strong>Możemy zobaczyć całą tęczę, czyli kolorowy okrąg, jeśli wzniesiemy się bardzo wysoko &#8211; np. samolotem. Trudno wtedy jednak ogarnąć zjawisko wzrokiem, jak wielka jest średnica tęczy.</p>
<p>Tęcza wtórna powstaje w wyniku dwukrotnego odbicia  i załamania promieni w kropli wody. W tej tęczy kolory są &#8222;odwrócone&#8221; w stosunku do łuku pierwotnego. Z każdym odbiciem w kropli wychodzi mniej światła, dlatego drug atęcza jest zawsze nikła. Tęcza trzeciego rzędu teoretycznie istnieje, ale musielibyśmy oglądać ją pod słońce. Kolejna widoczna na tle pierwotnego i wtórnego łuku powinna być &#8211; biorąc pod uwagę drogę promienia słonecznego w kropli &#8211; tęcza rzędu&#8230; piątego.</p>
<p><strong>A skąd się bierze pas Aleksandra? </strong></p>
<p>Ze względu na kąt, pod którym obserwujemy tęczę, krople, które znalazły się w tym obszarze, nie mogą być przez nasze oko dostrzeżone. Światło padające na nie w pierwszym i drugim odbiciu nie dociera do naszego wzroku.</p>
<p>Czasami można dostrzec poniżej tęczy głównej dodatkowe wielokrotne tęczowe pasma. <strong>To dowód na falową naturę światła. </strong>Zjawisko jest też związane z wielkością kropel &#8211; jest lepiej widoczne, gdy te mają jednakową wielkość. W przyrodzie rzadko zdarza się taki jednolity deszcz. Lepiej szukać go&#8230; w ogrodowym zraszaczu.</p>
<p><strong>Na koniec wykładu fizyk dał nam&#8230; zadanie domowe. </strong>Odpowiedzcie na pytanie: czy może istniec coś w rodzaju odwrotnej tęczy? Czy pod wodą zobaczymy tęczę na bąbelkach powietrza?</p>
<p>Odpowiedź może znajdziecie w polecanych przez naukowca linkach:</p>
<p><a href="http://www.dewbow.co.uk/">www.dewbow.co.uk</a></p>
<p><a href="http://www.atoptics.co.uk/">www.atoptics.co.uk</a></p>
<p><a href="http://www.philiplaven.com/">www.philiplaven.com</a></p>
<p><em>O fizyce ukrytej w tęczy</em>, 27 IX, Centrum Fizyki Teoretycznej PAN</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/10/04/tajemnica-barwnego-luku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>LUDZIE, KTÓRZY ROBIĄ &#8222;BUM!&#8221;</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/ludzie-ktorzy-robia-bum/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/ludzie-ktorzy-robia-bum/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:43:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[Różnica między pracami w naszym laboratorium, a tym, co robią w CERNie, polega na tym, że oni robią duże &#8222;bum&#8221;, a my małe &#8211; wczuł się w rozmowę z laikiem młody fizyk Jan Mierzejewski &#8211; pisze Paulina Cylka. przy kubku grzanego wina (reporterka) oraz kuflu piwa (fizyk), mowa była już o ciężkich jonach, akceleratorze i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Różnica między pracami w naszym laboratorium, a tym, co robią w CERNie, polega na tym, że <strong>oni robią duże &#8222;bum&#8221;</strong>, a my małe &#8211; wczuł się w rozmowę z laikiem młody fizyk Jan Mierzejewski &#8211; <em>pisze Paulina Cylka.</em></p>
<p><span id="more-230"></span><img class="alignnone" src="http://bi.gazeta.pl/im/0/5676/z5676280X.jpg" alt="" width="640" height="373" /></p>
<p><strong>przy kubku grzanego wina (reporterka) oraz kuflu piwa (fizyk), mowa była już o ciężkich jonach, </strong>akceleratorze i trudach pracy naukowca w Polsce<em>. </em>Kawiarnia Kawangarda przy Wilczej 32 tego wieczoru zamieniła się w &#8222;<strong>jaskinię fizyków&#8221;, na co dzień pracujących w Środowiskowym Laboratorium Ciężkich Jonów</strong> Uniwersytetu Warszawskiego. Na ścianach pojawiły się naukowe postery. Centralne miejsce zajął duży ekran, z pojawiającymi się na zmianę obrazami warszawskiego Cyklotronu i międzynarodowego Wielkiego Zderzacza Hadronów. Obowiązującą w kawiarni walutą stały się einsteiny, za które kupić można było ciastko, pyszną kawę (sprowadzaną przez właścicieli lokalu aż z Rzymu) lub coś mocniejszego.</p>
<p>Zgromadzeni przy stolikach fizycy &#8211; jak sami żartowali &#8211; swoim wyglądem nie spełniają społecznego zapotrzebowania na szalonego naukowca: <strong>nikt nie ma obłędu w oczach i rozwianych włosów</strong>. Życie też płynie im całkiem zwyczajnie &#8211; <strong>mają rodziny, użerają się z NFZ, hodują koty. </strong></p>
<p>W ciągu kilku spędzonych wspólnie godzin naukowcy odpowiadali na moje &#8211; czasem może dla nich śmieszne &#8211; pytania. Cierpliwie tłumaczyli to, co było dla mnie niezrozumiałe. <strong>Rozmawialiśmy też o łapaniu ?fizycznego bakcyla&#8221;, elektrowniach atomowych i bezpieczeństwie energetycznym, o poziomie nauczania przedmiotów ścisłych </strong>w zreformowanej szkole <strong>i żenująco niskich nakładach na naukę</strong>, które nawet na Białorusi są wyższe.</p>
<p>Przesympatyczna doktorantka Katarzyna Wrzosek opowiadała mi <strong>na czym polegają przeprowadzane w Cyklotronie eksperymenty</strong>. Między październikiem a czerwcem, bo w pozostałe miesiące jest zbyt gorąco i nie bylibyśmy w stanie schłodzić akceleratora, przeprowadzamy eksperymenty z użyciem wiązki jonów pierwiastków takich jak tlen czy argon &#8211; tłumaczyła. &#8211; <strong>Jony to atomy pobawione części elektronów.  Przy użyciu silnego pola elektromagnetycznego rozpędzamy je w akceleratorze</strong>. Wiązkę wyprowadzamy z niego metodą zwaną zdzieraniem i wpuszczamy w specjalny tunel. Jony o takim samym ładunku odpychają się, dlatego aby wiązka pozostała wiązką, musimy je tutaj skupiać szeregiem działających jak soczewki magnesów.</p>
<p>Na moje pytanie, jakie zastosowanie ma uzyskana w drodze tych eksperymentów wiedza, fizyczka uśmiecha się. Widocznie <strong>laicy często zadają takie pytania &#8211; co z tego macie, co ja z tego mam, po co to wszystko.<br />
</strong>Stawiamy podstawowe pytania &#8211; mówi Katarzyna Wrzosek. &#8211; <strong>Sięgamy granicy poznania. Bardzo często jest tak, że nie wiemy sami, jakie w tym momencie może mieć zastosowanie nasze odkrycie</strong>. Tak było i z Maria Skłodowską-Curie. Na badaniach zniszczyła sobie zdrowie, wręcz życie. Ale sama jeszcze nie do końca wiedziała, czemu jej odkrycie może służyć. My to wiemy i potrafimy docenić. I podobnie może być z naszymi badaniami. Ich prawdziwy sens może odkryją kolejne pokolenia.</p>
<p>Ale już chwilę później badaczka opowiada mi <strong>o tomografii pozytonowej (PET), która pozwala na diagnozowanie np. chorób nowotworowy</strong>ch przy pomocy szybko rozpadających się promieniotwórczych izotopów, które wprowadza się do organizmu z glukozą (komórki rakowe żywią się cukrami). Ta metoda pozwala na bardzo dokładne określenie miejsca powstania nowotworu i jest <strong>o wiele mniej inwazyjna od dotychczas stosowanych.</strong> Na sąsiadującej z Laboratorium Ciężkich Jonów działce właśnie zaczyna się budowa ośrodka PET, tworzonego wspólnie ze stojącym po drugiej stronie ulicy szpitalem klinicznym Uniwersytetu Medycznego.</p>
<p>Dr. hab. Ludwika Pieńkowskiego <strong>zapytałam o Wielki Zderzacz Hadronów</strong> &#8211; czy rzeczywiście przeprowadzone  w nim eksperymenty zmienią nasze wyobrażenie o świecie? <strong>Naukowiec skrzywił twarz w grymasie, odpowiadając &#8211; Największą zasługą LHC jest to, że w ogóle powstał.</strong> Przy jego budowie wypróbowano nowe technologie i to jest najważniejsze.</p>
<p>Fizyk ożywił się zdecydowanie, zapytany <strong>o konieczność wybudowania elektrowni atomowych w Polsce</strong>. Oczywiście, że są nam potrzebne! &#8211; mówił. <strong>Aby Polska naprawdę była bezpieczna pod względem energetycznym, do 2030 r. powinny powstać dwie duże albo trzy mniejsze elektrownie</strong>. Kilka odpowiednich miejsc jest już zlokalizowanych. Oczywiście, najlepszy byłby <strong>Żarnowiec,</strong> ale nie ma mowy o wykorzystaniu ruin poprzedniej budowli. A o <strong>Czarnobylu</strong> nie ma co mówić &#8211; rzucił. Czy użyjemy jako argumentu przeciw ruchowi samochodowemu przypadku człowieka, który doprowadził do tragedii, jadąc skonstruowanym we własnym garażu pojazdem, niespełniającym żadnych norm? A czymś takim była elektrownia w Czarnobylu &#8211; zbudowana przez państwo, które z nikim i z niczym, z żadnymi agencjami, standardami i życiem ludzkim się nie liczyło!</p>
<p><strong>Nasz kraj jest kompletnie nieprzygotowany na nadchodzącą katastrofę energetyczną</strong> &#8211; tłumaczył mi. &#8211; Jeśli rząd nie weźmie sprawy w swoje ręce, zamiast oddawać de facto władzę w ręce wójtów, którzy nie myślą w skali kraju, czeka nas załamanie gospodarki. <strong>Gdy zabraknie prądu, staną zakłady, stanie cała gospodarka. I dopiero to obudzi polityków.</strong> Gorzej, jeżeli na przerwach w dostawie prądu zarobią złe firmy. Jeszcze będziemy mieć swój <strong>Enron</strong> &#8211; mówił, wyjmując z torby laptop.</p>
<p>Chwilę później oglądaliśmy już fragmenty <strong>filmu dokumentalnego na temat tego energetycznego przekrętu stulecia.</strong> (<strong>Enron</strong> to amerykański dostawca energii, który wyłudził od stanu Kalifornia setki milionów dolarów: gdy stan dotknęły przerwy w dostawie prądu, Enron narzucił odbiorcom astonomiczne ceny energii). Znalazły się w nim upublicznione przez Senat rozmowy pracowników Enronu. Na wiadomość o wielkim pożarze, w którym płoną słupy wysokiego napięcia, handlowiec firmy woła do telefonicznej słuchawki: <strong>&#8222;Burn, baby,burn!&#8221;</strong> Gdy interes się rozkręca, enronowcy śmieją się: &#8222;Obdarliśmy biedne kalifornijskie staruszki ze skóry&#8221;.</p>
<p><strong>Nasza sieć energetyczna nie przetrwa porządnych mrozów</strong> &#8211; taki raport krąży wśród dostawców energii. Katastrofa nastąpi, gdy przyjdzie 10 kolejnych dni z temperaturą -20 stopni &#8211; przewiduje naukowiec. Biorąc pod uwagę stan infrastruktury, upadek polskiej energetyki miał mieć miejsce już zeszłej zimy. Ale zimy właściwie nie było &#8211; śmieje się fizyk. <strong>Wszystko jeszcze przed nami.</strong></p>
<p>- Co może więc zrobic przeciętny zjadacz chleba? &#8211; pytam przerażona wizją alternatywy: życie przy świeczce i bez lodówki kontra przelewanie całej pensji na rachunek dostawcy prądu. <strong>Prywatny wiatrak? Panele słoneczne? Panele to dobry pomysł &#8211; odpowiada fizyk. -</strong> Ale to starczy tylko na ogrzanie latem wody. Przede wszystkim trzeba zmusić polityków do działania. Pod Legnicą i w okolicach Gopła czekają wielkie pokłady węgla brunatnego. <strong>Ale w pierwszym miejscu buduje się autostradę i wydaje ludziom pozwolenia na budowę domów, a drugiego bronią ekolodzy</strong>. Nie wiadomo jak będzie z jeziorem, czasem trzeba zdecydować: coś za coś. A Legnica? Firma budująca drogę ze świadomością nad czym ją buduje, na pewno na tym nie straci.</p>
<p>Na pocieszenie po tych hiobowych wieściach <strong>idę do baru wymienić kolejnego einsteina na porcję czekoladowego ciasta. </strong>Stojący za ladą barista snuje interesującą opowieść o sztuce parzenia kawy, a mnie nie może opuścić myśl <strong>&#8222;Jak ja przeżyję bez lodówki?&#8221;</strong></p>
<p>O tym, co myślą ekolodzy o budowaniu elektrowni jądrowych w Polsce przeczytasz <a href="http://www.supermozg.pl/supermozg/1,93139,5730685,Pierwsi_polscy_Zieloni.html"><strong>tu</strong></a>:</p>
<p>Kawiarnia Naukowa Środowiskowego Laboratorium Ciężkich Jonów UW, 26 IX, Kawiarnia Kawangarda</p>
<p><!-- google_ad_section_end(name=art) --></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/ludzie-ktorzy-robia-bum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>grzeszna niewinność</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/grzeszna-niewinnosc/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/grzeszna-niewinnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:40:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=228</guid>
		<description><![CDATA[Według nauki Kościoła katolickiego ludzkość obciążana jest piętnem grzechu pierworodnego, dziedziczonego po pierwszych rodzicach. Jedyną drogę zbawienia stanowi rytualne obmycie w wodzie chrzcielnej. Cóż jednak z duszami dzieci pozbawionymi możliwości uczestniczenia w sakramencie chrztu, zmarłymi przedwcześnie? &#8211; zastanawiała się w jednej z sal Muzeum Etnograficznego dr Ewa Chomicka &#8211; pisze Marta Popławska. Literacką wizję zagadnienia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://bi.gazeta.pl/im/2/4044/z4044762X.jpg" alt="" width="567" height="369" /></p>
<p><strong>Według nauki Kościoła katolickiego ludzkość obciążana jest piętnem grzechu pierworodnego</strong>, dziedziczonego po pierwszych rodzicach. Jedyną drogę zbawienia stanowi rytualne obmycie w wodzie chrzcielnej. Cóż jednak z duszami dzieci pozbawionymi możliwości uczestniczenia w sakramencie chrztu, zmarłymi przedwcześnie?<!--[if gte mso 9]&gt; Normal   0   21         false   false   false                             MicrosoftInternetExplorer4 &lt;![endif]--><!--[if gte mso 9]&gt; &lt;![endif]--><!--[if gte mso 10]&gt;   /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;}  &lt;![endif]--> &#8211; zastanawiała się w jednej z sal Muzeum Etnograficznego dr Ewa Chomicka    &#8211; <em>pisze Marta Popławska</em>.</p>
<p><span id="more-228"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p>Literacką wizję zagadnienia odnajdziemy w <em>Boskiej komedii</em> Dantego. Słynny obraz piekła, na które składa się dziewięć kręgów, to miejsce do którego oprócz szerokiego spectrum złoczyńców, trafiają zmarli przed ofiarą Chrystusa oraz dzieci obarczone piętnem winy Adama i Ewy. <strong>Trafiają do sfery najbardziej oddalonej od szatana &#8211; Limbo. </strong></p>
<p>Teorię Limbus puerorum, zwanej popularnie zatoką dzieci, sformułował św. Tomasz z Akwinu. Dusze przebywających tu niemowląt nie doświadczają mąk piekielnych, ale <strong>pozbawione są możności oglądania Boga</strong>, naznaczone wieczną tęsknotą. Choć wizja otchłani spokoju łagodziła pierwotne stanowisko Kościoła, w tym np. świętego Augustyna, mówiącego o jednoznacznym potępieniu, jednak budziła wśród wiernych kontrowersje. Jak miłosierny Bóg może odmawiać zbawienia dzieciom, których jedyną przewiną jest przedwczesna śmierć, skazywać na męki nie fizyczne, ale równie dotkliwe psychiczne?</p>
<p><strong>Stąd złagodzenie postawy w XVI wieku, kiedy to powstała nowa koncepcja teologiczna, mówiąca o zbawczej roli świadomego pragnienia chrztu przez rodziców. </strong>Ojciec i matka nie mogli jednak mieć pewności, iż ich dziecko, pozbawione łaski uświęcającej, dostąpi zbawienia. Wyrzuty sumienia dręczące wierzących rodzicieli, niepewność co do losów dziecka, skłaniały ich do działania. Podejmowano obrzędy mające na celu &#8211; jak wierzono &#8211; chwilowe wskrzeszenie dziecka, umożliwiające udzielenie mu sakramentu zapewniającego życie wieczne w raju. Wiadomo o przypadku, który miał miejsce w XIX-wiecznej Francji: dobrze sytuowana, zdeterminowana rodzina zaniosła zwłoki swego dziecka, zaczynające podlegać procesowi rozkładu, do budynku kościelnego. Tam wręczyli kapłanom pokaźną sumę, by ci odprawili nad ciałem 200 mszy. Jeden z księży, nie mogąc wytrzymać rozprzestrzeniającego się odoru, poruszył nieznacznie ołtarzem, by wywołać wrażenie chwilowego wskrzeszenia i zapewnić sumieniom rodziców spokój.</p>
<p>Aż do połowy XX wieku grzebanie niechrzczeńców nie było normą, a wręcz istniały stosowne zakazy uniemożliwiające chowanie ciał nieochrzczonych dzieci w obrębie cmentarza. Zakaz miał stanowić wymowne podkreślenie wyłączenia poza wspólnotę wiernych. Tym samym dzieci trafiały do kategorii tak zwanych &#8222;niespokojnych zmarłych&#8221; obok samobójców czy heretyków. W kulturze ludowej (jak wynika z badań przeprowadzonych przez dr Ewę Chomicką głównie we wsiach Podkarpacia i Podhala) przyjęło się chować zwłoki takich dzieci na rozstajnych drogach bądź pod progami domów, stanowiących przestrzenie mediacyjne, przynależne demonom. <strong>Takie praktyki podkreślały brak statusu społecznego dzieci bez chrztu, co wpisuje się w koncepcję obrzędów przejścia, sformułowanej przez Arnolda van Gennep&#8217;a. </strong>Jednorazowa egzystencja ludzka to seria sakralizowanych przez obrzędy przejść, takich jak narodziny, zaślubiny, pogrzeb. Kolejne etapy poprzedzone są chwilowym zawieszeniem bytowania, w celu jego dalszego trwania konieczne jest dopełnienie rytuału. W przypadku chrztu zanurzenie w wodzie stanowi o uświęceniu wegetatywnej egzystencji sprzed chrztu. Dziecko pozbawione sakramentu pozostaje w stanie zawieszenia. Nie bez znaczenia pozostaje fakt nadawania imienia przy tej okazji: osoba pozbawiona imienia nie posiada społecznego statusu i przynależności.</p>
<p>Co dzieje się z duszą niechrzczeńca według wierzeń ludowych? Błąka się ona po ziemi pod różnorakimi postaciami, oczekując pomocy. Nigdy nie milczy, a skamle, piszczy, skarżąc się na swój los. Wypowiedzenie przez miłosierną osobę kościelnej formuły (&#8222;Ja ciebie chrzczę&#8230;&#8221;) i nadanie imienia <strong>stanowiło jedyną szansę wybawienia</strong>.</p>
<p>Duszyczka przybierała kształt spadającej gwiazdy, myszy, motyla błądzących 7 lat po świecie. Mogła być też czarnym ptakiem &#8211; latawcem, stale uciekającym przed uderzeniem pioruna. Antidotum na jej bolączki stanowi pokropienie  wodą święconą i nadanie imienia: &#8222;<strong>Jakżeś pan, niech ci będzie Jan, jakżeś panna niech ci będzie Anna.</strong>&#8221;</p>
<p>W celach apotropaicznych dziecko chowano w glinianym naczyniu, głową w dół, pod osłoną nocy. Zmylić to miało czarownice poszukujące zwłok dziecka, którymi posługiwały się jako ingrediencjami do magicznych napojów. Szerząca się makabryczna wiara w magiczne właściwości ciał dzieci pozbawionych chrztu prowadziła nawet do mordów na ciężarnych kobietach. Świeca, do produkcji której użyto by takowego, miała zapewnić niewidzialność osobie chcącej dopuścić się przestępstwa. Osoba, która o północy, na skrzyżowaniu dróg, spożyła by mały palec lewej ręki zmarłego, miała móc bezkarnie szkodzić innym. Ponadto przy grzebaniu zwłok poza murami cmentarza, nierzadko wykonywano gesty egzorcyzmujące, <strong>mające wykluczyć ewentualny wampiryzm</strong>.</p>
<p><strong>A zatem dwa typy skrajnie odmiennych reakcji: z jednej strony troska i czułość, z drugiej obawa i wykluczenie. </strong>W tle rozważań przewijają się przytoczone podczas prelekcji słowa Jezusa: &#8222;Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie&#8221;, przyćmiewające skłonność do łączenia dusz nieochrzczonych z pierwiastkiem diabelskim, zapewniające wierzącym rodzicom spokój wewnętrzny bez konieczności uiszczania opłat potrzebnych do odprawienia dwustu mszy.</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/grzeszna-niewinnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polemika do wykładu &#8211; Rasowemu kujonowi mówię nie!</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/polemika-do-wykladu-rasowemu-kujonowi-mowie-nie/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/polemika-do-wykladu-rasowemu-kujonowi-mowie-nie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:34:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=226</guid>
		<description><![CDATA[Festiwal Nauki niekiedy wpuszcza na salę wykładową studentów, którzy powtarzają w okrojony sposób znane teorie, czytają z kartki definicje i używają nieprzystępnego języka. Nie zgadzam się na to &#8211; pisze Katarzyna Kosieradzka. Ostatniego dnia Festiwalu Nauki w Instytucie Socjologii UW odbył się wykład &#8222;Kino Davida Lyncha: mity i prawdy&#8221;. Poprowadził go student Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://bi.gazeta.pl/im/1/5750/z5750951X.jpg" alt="" width="640" height="416" /></p>
<p class="lead"><strong>Festiwal Nauki niekiedy wpuszcza na salę wykładową studentów</strong>, którzy powtarzają w okrojony sposób znane teorie, czytają z kartki definicje i używają nieprzystępnego języka. <strong>Nie zgadzam się na to</strong> &#8211; <em>pisze Katarzyna Kosieradzka.</em></p>
<p class="lead"><span id="more-226"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p align="justify">Ostatniego dnia Festiwalu Nauki w Instytucie Socjologii UW odbył się wykład &#8222;Kino Davida Lyncha: mity i prawdy&#8221;. Poprowadził go student Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Antoni Michnik. <strong>Jego podstawowym założeniem było zastanowienie się nad tym, czy Lynch jest modernistą czy postmodernistą. </strong>Wykład w żaden sposób nie odpowiedział na to pytanie.</p>
<p align="justify">Na początku autor zaprosił w podróż przez kino Lyncha podzieloną na trzy części, do których przyporządkowani zostali patroni w postaci postmodernistycznych filozofów: Gillesa Deleuze, Jacquesa Lacana, Jeana Baudrillarda (autor wykładu wielokrotnie źle wymawiał te nazwiska, zniekształcając je i spolszczając). Na koniec postanowił porównać postmodernizm Lyncha do modernizmu i wykazać ich powiązania. <strong>Już jako założenie wydaje się to być totalnym bezsensem, choćby ze względu na fakt, że omawiając czyjąś twórczość przez ponad godzinę przez pryzmat jednej teorii, nie można w kilku zdaniach zderzyć jej z drugą. </strong>Nie mówiąc już o tym, że elementy modernistyczne w kinie Lyncha są elementami postmodernistycznego kolażu, elementami równoprawnymi ze wszystkimi innymi.</p>
<p align="justify">Wykład sprowadzał się do przywołania fragmentów teorii dotyczących kina Lyncha i nieudolnej próby połączenia ich z pojęciami i definicjami skrótowo ujmującymi filozofię postmodernizmu. Części tych teorii Antoni Michnik, jak sam przyznał, nie rozumie. Może powodem tego był fakt, iż (jak na początku powiedział sam prowadzący) <strong>&#8222;pewna granica jest jednak nieprzekraczalna. Do samej istoty nie jesteśmy w stanie dotrzeć, bo nasze poznanie nie jest poznaniem reżysera.&#8221;</strong></p>
<p align="justify">Wykładu nie broni nawet fakt, iż <strong>większość przytaczanych fragmentów tekstów, definicji, interpretacji filmów Lyncha czy nawet oczywistych obserwacji nie mijała się z prawdą. </strong>Zabrakło dogłębnej analizy prowadzącej do jakichkolwiek wniosków. Nazwałabym to wydarzenie wyjątkowo nieudanym kolażem, który czerpie z ciekawych źródeł, ale nie tworzy w żaden sposób całości, a tym bardziej całości, która by coś ze sobą niosła. Wniosek z wykładu jest prosty: Lynch niewątpliwie postmodernistą jest, ale Antoni Michnik na pewno nie.</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/polemika-do-wykladu-rasowemu-kujonowi-mowie-nie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fotorelacja: Zaprojektuj sobie muzeum!</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/fotorelacja-zaprojektuj-sobie-muzeum/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/fotorelacja-zaprojektuj-sobie-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:19:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Zawsze marzyłeś o pracy architekta? Mamy dobrą wiadomość! Twoje marzenia wreszcie mogą się spełnić. Oto pierwsze zlecenie: zaprojektuj Muzeum Historii Żydów Polskich! Fotorelacja Marty Kornak, Oli Oniszk i Ewy Ratyńskiej. Zaprojektuj Muzeum na Muranowie, 25-26 IX, Muzeum Historii Żydów Polskich]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em></em>Zawsze marzyłeś o pracy architekta? Mamy dobrą wiadomość! <strong>Twoje marzenia wreszcie mogą się spełnić. </strong>Oto pierwsze zlecenie: zaprojektuj Muzeum Historii Żydów Polskich! <em>Fotorelacja Marty Kornak, Oli Oniszk i Ewy Ratyńskiej.</em></p>
<p><span id="more-224"></span></p>
<div class="wp-caption alignnone" style="width: 595px"><img src="http://bi.gazeta.pl/im/2/5751/z5751112X.jpg" alt="Makieta projektu Muzeum Historii Żydów Polskich, fot. IGF" width="585" height="480" /><p class="wp-caption-text">Makieta projektu Muzeum Historii Żydów Polskich, fot. IGF</p></div>
<p><em>Zaprojektuj Muzeum na Muranowie</em>, 25-26 IX, Muzeum Historii Żydów Polskich</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/fotorelacja-zaprojektuj-sobie-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NASZE POLSKIE BUDOWANIE</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/nasze-polskie-budowanie/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/nasze-polskie-budowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:15:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[Są zniszczone lub oklejone reklamami i śmierdzą. Staramy się przechodzić przez nie jak najszybciej i nie oglądając się wokół. Tymczasem pod warstwami brudu, rdzy i graffiti  kryje się kawał porządnej architektury. Przyjrzyjmy się powojennym stołecznym dworcom kolejowym &#8211; pisze Paulina Cylka. Wirtualną wycieczkę pod opieką Agaty Gzowskiej z Koła Propagatorów Architektury Stolicy PASaż rozpoczęliśmy na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Są zniszczone lub oklejone reklamami i śmierdzą.</strong> Staramy się przechodzić przez nie jak najszybciej i nie oglądając się wokół. Tymczasem <strong>pod warstwami brudu, rdzy i graffiti  kryje się kawał porządnej architektury. </strong>Przyjrzyjmy się powojennym stołecznym dworcom kolejowym &#8211; <em>pisze Paulina Cylka</em>.</p>
<p><span id="more-220"></span></p>
<p>Wirtualną wycieczkę pod opieką Agaty Gzowskiej z Koła Propagatorów Architektury Stolicy PASaż rozpoczęliśmy na Dworcu Wschodnim.</p>
<p>Jego projektant, Arseniusz Romanowicz, miał w 1963 r. dużo oryginalnych pomysłów. <strong>Planował wygięty dach ze wspornikiem przypominającym kształtem wieżę Eiffla </strong>i zastosowanie zaawansowanych technik żelbetowych. Niestety, skończyło się na chęciach, bo zmuszony przez decydentów do cięcia kosztów, uprościł rozwiązania. Priorytetem była trwałość budynku, nie jego walory architektoniczne.</p>
<p><strong>W hali dworca znalazło się miejsce na usługi, poczekalnię, a nawet hotel dzienny. </strong>Wschodni przez lata uznawany był za najbardziej reprezentacyjny obiekt Warszawy i tutaj swoją wizytę w stolicy zaczynało wielu dygnitarzy.</p>
<p>Chociaż do wykończenia użyto materiałów gwarantujących trwałość, dworzec już w latach 70. potrzebował odświeżenia. <strong>Doczekał się go częściowo dopiero w ostatnim czasie. </strong></p>
<p><em>Jedziemy dalej</em>!</p>
<p>Warszawa Stadion, dzieło Piotra Szymaniaka i znanego nam już Arseniusza Romanowicza, to pierwszy oddany do użytku na linii średnicowej dworzec. Perony działały od 1955, ale budynku z kasami stacja doczekała się dopiero w grudniu 1958 r. <strong>Dworzec został zaprojektowany razem ze Stadionem Dziesięciolecia &#8211; chodziło o takie rozplanowanie infrastruktury, aby jak najszybciej rozprowadzić tłum widzów wracających ze wspomnianego obiektu. </strong>Był on też elementem szerzej zaplanowanego punktu przesiadkowego &#8211; w pobliżu znalazły  się dworzec autobusowy, przystanki tramwajowe i autobusowe.</p>
<p>W hali zaplanowano pięć kas, ale otwarcie wszystkich następowało tylko przy okazji masowych imprez w sąsiedztwie. <strong>Budynek był cały przeszklony, a za utrzymanie odpowiedniej temperatury odpowiedzialny był nowoczesny system ogrzewania parowego w ramach okiennych.</strong></p>
<p>Tuż obok dworca znajduje się wyjście z tunelu, osłonięte żelbetowym daszkiem o ciekawej wachlarzowej formie. Na perony prowadzą przestronne, szerokie przejścia o elipsoidalnym przekroju i ścianach pokrytych glazurą.</p>
<p><em>Odjazd!</em></p>
<p>Stacja Powiśle pierwotnie planowana była jako &#8222;Warszawa Skarpa&#8221;. <strong>Zadanie dla projektanta &#8211; a był nim znów Romanowicz -  było niełatwe: przystanek ten łączył sobą dwa poziomy, bo stacja miała być dostępna i od Powiśla, i od szczytu wiślanej skarpy. Wybudowano dwa pawilony. </strong>Ten u wylotu Mostu Poniatowskiego przypomina szklane pudełko przykryte arkuszem blachy (w rzeczywistości jest to łupina z żelbetu). Plan pochodzi z 1956 r. &#8211; podkreślała Alicja Gzowska &#8211; to jedno z pierwszych zleceń nie obarczonych wymogami ideologicznymi. <strong>I oto polscy architekci są w stanie od razu zaproponować rozwiązania nowatorskie, na poziomie europejskim!</strong></p>
<p>Godne zauważenia są perony, na których w oryginalny sposób rozwiązano problem podpięcia sieci trakcyjnej. Postawiono łuki, które pełnią rolę słupów trakcyjnych i wiat dla podróżnych jednocześnie.</p>
<p>Nasza przewodniczka szczególnym uczuciem darzy dolny pawilon stacji, charakterystyczny ślimak z przeszkleniem i dachem przypominającym zapadnięty spodek. <strong>Rozwiązania problemu odpływu wody z dachu jeszcze nie rozgryzłam &#8211; przyznała.</strong></p>
<p>Za nami jazda ciemnym tunelem i oto wjeżdżamy na stację Warszawa Śródmieście.<em></em></p>
<p>W tym miejscu tuż przed wojną wzniesiono nowoczesny i luksusowy budynek dworca Warszawa Główna. Nie minęło kilka miesięcy, wybuchła wojna. Okupanci chwalili sobie ten dworzec  jako wygodny i funkcjonalny &#8211; opowiadała prelegentka. Nie przeszkodziło im to zniszczyć budynku po upadku Powstania (upublicznione niedawno zdjęcia z jesieni 1944 roku przeczą mitowi Warszawy zrównanej z ziemią w czasie sierpniowego zrywu &#8211; na fotografiach widać dobrze zachowany budynek dworca).</p>
<p>Już w 1949 r. w wykopie działały perony. Z czasem zostały przykryte, a na powierzchni pojawiły się dwa pawilony. W czasie, gdy obiekt planowano, zakładano pokrycie budynków ideologicznie słusznymi płaskorzeźbami i zwieńczenie ich polskimi attykami, w nawiązaniu do architektury PKiN. <strong>Budowa trwała jednak na tyle długo, że wykonanie pawilonów nastąpiło już po 1956r., ideologia przestała być słuszna i ściany oraz gzymsy pozostały gładkie.</strong></p>
<p>Dworzec zaplanowali wiadomi dwaj architekci, ale <strong>zadanie zaprojektowania wystroju oddano w ręce profesorów warszawskiej ASP: Wojciecha Fangora, Jerzego Sołtana i Zbigniewa Ihnatowicza oraz ich studentów. </strong>To był doskonały pomysł, bo artyści pomyśleli o wszystkim. Uporządkowali nagłośnienie: by komunikaty docierały do wszystkich zakątków, stworzyli system małych ale licznych (460!) głośników.</p>
<p>Przygotowali ujednoliconą informację wizualną. Zaprojektowali czcionki na potrzeby tablic. Strumieniem podróżnych kierował&#8230;kolor.  <strong>Czerwony oznaczał kierowanie się na wschód, a na zachód &#8211; niebieski. </strong>Dworzec składał się z trzech peronów, z których środkowy był oznaczony na zielono. Zieleń wnikała w czerwień lub błękit zależnie od położenia elementu informacyjnego.  Sklepienie pokryto panelami ze sklejki obitymi aluminium &#8211; gwarantowało to odbijanie  i rozpraszanie świateł świetlówek, by nie raziły podróżnych. Torowisko wytłumiono dodatkowo podświetlonymi płytami perforowanymi.</p>
<p><strong>Układ peronów był bardzo dobrze przez projektantów przemyślany. </strong>Środkowy peron przeznaczony miał być dla wsiadających, a boczne dla wysiadających. Otwarcie drzwi z jednej strony pozwalało najpierw opuścić pociąg wysiadającym, potem otwierały się drzwi z przeciwnej strony składu i do pociągu wsiadali kolejni podróżni. Perony były ze sobą dobrze skomunikowane. To, że dzisiaj przejście z peronu na peron wymaga właściwie wyjścia na zewnątrz, zawdzięczamy tylko i wyłącznie kolejarzom, którzy zamknęli na głucho przewidziane przez architektów klatki schodowe. <strong>Podobnie stało się z systemem wpuszczania i wypuszczania pasażerów &#8211; nikt już o tym nie pamięta.</strong></p>
<p><strong>Dworzec Śródmieście w chwili otwarcia pod koniec 1963 r. zachwycił warszawiaków. </strong>Tu właśnie odbyła się zabawa sylwestrowa i powitanie 1964 roku. <strong>W ówczesnych filmach perony dworca &#8222;grały&#8221; stacje metra.</strong></p>
<p>Z czasem w ramach oszczędności wyłączono podświetlenie torowiska, zaniedbano informację wizualną. W końcu dworzec pokrył brud i nie pomógł nawet remont przeprowadzony w 2006 r (czyszczenie powierzchni i szlifowanie kamiennych okładzin), bo wszystko szybko wróciło do poprzedniego stanu.</p>
<p>Odjeżdżamy z tego ponurego miejsca, na dworzec nie mniej ponury.</p>
<p><em>Stacja końcowa, wysiadamy!</em></p>
<p>Dworzec Centralny powstawał na deskach kreślarskich długie lata. Było jak zawsze -  na początku wielkie plany i śmiałe wizje . Arseniusz Romanowicz w pierwszym projekcie  z 1946 r. zaproponował strukturę trapezu, z dachem przypominającym płachtę naciągniętą na nieregularny krzyżak. Plan z 1964r. był już okrojony z przestrzeni usługowych, obejmował za to otoczenie. Z dworca prowadzić miały do okolicznych budynków zawieszone na wysokości kilku pięter arterie dla pieszych. W końcu konieczność minimalizowania kosztów i ustalenie dwóch proiorytetów &#8211; maksymalnych przepustowości i trwałości &#8211; doprowadziły do ostatecznie zrealizowanego projektu: wielkiej blaszanej wiaty z elementów prefabrykowanych, wykończonej materiałami niskiej jakości. Piękne plany na początek, a i tak wyszło jak zawsze.</p>
<p><strong>Nie przewidziano wokół dworca parkingów samochodowych. </strong>Wedle wyobrażeń projektantów i realizatorów, samochody miały podjeżdżać pod drzwi dworca w dwuszeregu, jak na fabrycznej taśmie i odjeżdżać karnie po upływie 3 minut. Planowano raczej lądowisko dla helikoptera, z myślą o dygnitarzach.</p>
<p>Wielka hala główna dworca to kompromis z wymogami przepustowości. Pamiętajmy, że to właśnie kolej była najpopularniejszym środkiem komunikacji. <strong>Przez dworzec przewijało się dziennie 95 do 145 tysięcy pasażerów. </strong>Tylko tak duża przestrzeń mogła gwarantować bezkolizyjność.</p>
<p><strong>W ramach ożywiania ponurych przejść podziemnych dworca architekci przewidzieli&#8230;sadzawki. </strong>Ślad po nich pozostał już tylko na taśmie Polskiej Kroniki Filmowej.</p>
<p>Dworzec Centralny &#8211; &#8222;To trzeba samemu zobaczyć i przeżyć&#8221; <a href="http://www.youtube.com/watch?v=UemsqIgNe-k">http://www.youtube.com/watch?v=UemsqIgNe-k</a></p>
<p>Szykujemy się do Euro 2012. <strong>Jeszcze rok temu plany były wielkie, wizjonerskie. </strong>Zapowiadano zrównanie z ziemią połowy dworców i budowę nowoczesnych obiektów. Pokazano nam niejeden komputerowy obrazek i papierową makietę. Dziś nikt nie szafuje wizualizacjami, a o połowie inwestycji nie mówi się, licząc, że ludzie o obietnicach sprzed roku zapomną. I będzie jak zawsze &#8211; po polsku.</p>
<p><em>Historie bez happy endu. Warszawskie powojenne dworce kolejowe</em>, 25 IX, Instytut Historii Sztuki UW</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/nasze-polskie-budowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Eurosieroctwo czy afera wokół niczego?</title>
		<link>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/eurosieroctwo-czy-afera-wokol-niczego/</link>
		<comments>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/eurosieroctwo-czy-afera-wokol-niczego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 21:14:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Polis</dc:creator>
				<category><![CDATA[IGF 2008]]></category>
		<category><![CDATA[internetowa gazeta festiwalu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://igf.polis.org.pl/?p=218</guid>
		<description><![CDATA[Co skłania miliony rodziców do opuszczenia rodzinnego domu i przebywania na emigracji? Zamiast słów podziwu za poświęcenie, otrzymują status bezlitosnych. Czy słusznie? - pisze Joanna Socha. Na to pytanie starała się odpowiedzieć podczas wykładu poświęconego &#8222;Niewidzialnym Rodzicom&#8221; Sylwia Urbańska. - Tak naprawdę nie istnieje jakakolwiek definicja eurosieroctwa, ale wielu ludzi używa tego określenia &#8211; denerwowała [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co skłania miliony rodziców do opuszczenia rodzinnego domu i przebywania na emigracji? <strong>Zamiast słów podziwu za poświęcenie, otrzymują status bezlitosnych. </strong>Czy słusznie? <em>- pisze Joanna Socha.</em></p>
<p><span id="more-218"></span></p>
<div id="intertext">
<div class="cmsArtykulElem">
<p>Na to pytanie starała się odpowiedzieć podczas wykładu poświęconego &#8222;Niewidzialnym Rodzicom&#8221; Sylwia Urbańska.</p>
<p>- <strong>Tak naprawdę nie istnieje jakakolwiek definicja eurosieroctwa, ale wielu ludzi używa tego określenia</strong> &#8211; denerwowała się prelegentka. &#8211; Ostatnio media często dotykają tematu, którego tak naprawdę nie powinno być. Wszędzie mówi się o eurosieroctwie, ale intuicyjnie. <strong>Nikt nie wie, co to jest!</strong></p>
<p>Proces Wielkiej Emigracji wiąże się niestety z rozdzielaniem rodzin &#8211; Jaś i Małgosia zamiast mieszkać z mamą i tatą, muszą mieszkać z babcią i dziadkiem. I na tym polega cały problem. Ci, którzy zostają w Polsce, oburzają się, że emigranci tak po prostu opuszczają swoje pociechy. <strong>Posądzają ich o brak instynktu rodzicielskiego, żądzę pieniądza, egoizm. </strong>Nie mówi się powszechnie o tym, że prawdziwą motywacją wyjeżdżających jest poprawienie losu swoich dzieci. <strong>Uważa się, że są chciwi, a nie biedni. </strong></p>
<p><strong>Sylwia Urbańska starała się udowodnić, że oskarżyciele nie mają racji.</strong> Problemy, które przypisuje się dzieciom pozostawionym przez rodziców, mogą dotknąć każdą młodą osobę.</p>
<p>- U każdego nadchodzi kiedyś taki czas, że opuszcza rodzinny dom. A <strong>nie słyszałam, żeby dziecko posła udającego się na zagraniczną konferencję, zostało nazwane eurosierotą.</strong></p>
<p>Prelegentka opowiedziała historię kobiety spotkanej w małej miejscowości na Podlasiu, wychowującej 3 dzieci. &#8222;Mnie dobrobyt z domu nie wygonił&#8221; &#8211; miała powiedzieć matka. Jako przyczynę emigracji, opowiedziała historię: otrzymała propozycję pracy okresowej w sklepie w pobliskim miasteczku. Mogła zarobić w nim około 700 zł miesięcznie, ale bilet miesięczny na dojazdy kosztował około 150 zł, więc na wychowanie wielodzietnej rodziny, miała oferowane zaledwie 550 zł. Alternatywa &#8211; praca na Wyspach jako sprzątaczka, 5 dni w tygodniu, 6 godzin dziennie &#8211; zaproponowano jej 5000 zł za miesiąc. Według Sylwii Urbańskiej <strong>problem nie tkwi w rodzicach </strong>(ci w rzeczywistości chcą zapewnić przyszłość swoim pociechom, w świecie gdzie edukacja to inwestycja), ale <strong>w polskich warunkach</strong>.</p>
<p>- <strong>Rodzice muszą wyjeżdżać, żeby ich dzieci nie musiały </strong>- zapewniła Urbańska.</p>
<p><em>Niewidzialni rodzice. Czas globalnych migracji jako wyzwanie dla współczesnych ludzi, </em>Instytut Socjologii, 26 IX</div>
</div>
<p><!-- google_ad_section_end(name=art) --></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://igf.polis.org.pl/2008/09/30/eurosieroctwo-czy-afera-wokol-niczego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 0.730 seconds -->

